Robienie bloga jest tą sytuacją, w której miałem nadzieję nie znajdę się już nigdy. Poprzednie pisane przeze mnie historie, powstające mniej może z nudów, a bardziej z głupoty, zgromadziły stałą liczbę czytelników. Konkretnie to były dwie osoby. Jak już zorientowałem się, przeprowadzając wstępny risercz, teraz mogę liczyć na publiczność o ponad trzydzieści procent większą niż w przypadku bloga prowadzonego poprzednio. Dla tych ponad trzydziestu procent przedstawię w skrócie tamte odległe już w czasie okoliczności, wyjaśniając przy okazji dokąd prawdopodobnie zaprowadzi nas ten blog.
Poprzedni blog miał trzy wątki, wszystkie trzy zupełnie nieudane. Pierwszy zatytułowany Zbrodniarz Tygodnia, pominę bo był wyjątkowo słaby i porażająco głupi. Drugi wątek był historią rysunkową, w której demaskowałem kulisy polskiej piłki, ujawniałem jej powiązania personalne, oraz historyczne przyczyny sukcesów. Wyglądało to mniej więcej tak:

Przy okazji wiele zdarzeń współczesnej historii zyskało nowy zaskakujący, często zaskakujący także mnie kontekst. Wśród wielu innych problemów przedstawiłem ukryty do tamtej pory wpływ sukcesów sportowych na historię kościoła katolickiego...

...spekulowałem nad okolicznościami powstania i możliwym rozwojem popularnego wtedy medialnie nowego patogenu ptasiej grypy H5N1 oraz przewidywanymi następstwami wybuchu epidemii:

Jednak co uważam po latach uważam za wyjątkowo ważne, przewidziałem ponad cztery lata wcześniej, pojawienie się w polskiej polityce posłanki Anny Grodzkiej...

Uznałem to za szczególnie istotne, kluczowe dla historii mojego bloga, gdyż wówczas po raz pierwszy okazało się jak niezwykłą zdolność przewidywania zdarzeń i kojarzenia pozornie niezwiązanych ze sobą osób i faktów miały przedstawiane w blogu historie. Muszę w tym miejscu nadmienić też, że współautor tamtej strony zmuszony był wyemigrować z kraju i zaszyć się w głębokiej puszczy w kraju na innym kontynencie, gdzie przez długi czas pędził życie w praktycznym osamotnieniu. Z tego względu nie mogłem liczyć na jakąkolwiek pomoc tworząc kolejną historię będącą trzecim wątkiem tamtego dawnego bloga.
Była to opowieść o życiu zwykłego inżyniera, jego prostym życiu i późniejszej nieoczekiwanej odmianie losu. Historia kogoś kto jest świadkiem i uczestnikiem narodzin polskiego kapitalizmu...

...wytrwale szuka swojego miejsca w rzeczywistości, doświadczając niezrozumienia oraz porażek...

...wytrwale szuka swojego miejsca w rzeczywistości, doświadczając niezrozumienia oraz porażek...

...na swojej drodze nieoczekiwanie spotyka przewodnika, mentora, który doskonale wie jak pokierować jego życiem...

...i dzięki, któremu w końcu szczęśliwie to swoje miejsce w rzeczywistości społeczno-politycznej odnajduje :

Nie będę ukrywał, że tworzona przeze mnie historia nie była wcale ciekawa. Ani ta, ani też poprzednia. Nie była też spójna i zbytnio atrakcyjna wizualnie, a także powstawała w nieregularnych odstępach czasu. Wszystko to spowodowało, że po początkowym sporym zainteresowaniu, także ze strony reżimowych mediów, liczba czytelników ustabilizowała się w ilości dwojga i pozostała niezmienna do końca. Małe zainteresowanie odwiedzających nie jest jednak tutaj szczególnie ważne. Bardzo natomiast ciekawe są okoliczności zamknięcia i całkowitego wykasowania z internetów tamtego kontentu, które teraz wyjawiam po raz pierwszy spektakularnie przerywając milczenie.
Jak w przypadku poprzedniej historii ilustrowanej, w tej też zostało skojarzonych wiele nieznanych dotąd faktów i ujawnionych realnych zagrożeń:
Jak w przypadku poprzedniej historii ilustrowanej, w tej też zostało skojarzonych wiele nieznanych dotąd faktów i ujawnionych realnych zagrożeń:

Kulminacją jednak była notka, przy której bledną rzekomo profetyczne wersy wielkich narodowych wieszczów, takich jak Słowacki czy Jarosław Marek Rymkiewicz. Notka, która na ponad trzy lata wcześniej przewidywała zamach smoleński:

Jest zupełnie jasne, że takie informacje musiały w końcu zostać zauważone przez właściwe służby. To właśnie ich bezwzględne działania doprowadziły do czasowego zamknięcia, a z czasem ostatecznego wykasowania strony. Oczywiście pliki z oryginalnym zapisem bloga, którego fragmenty właśnie pokazałem udało mi się ukryć i przechowuję je w bezpiecznym miejscu na zagranicznych serwerach, ukrytych w dalekiej syberyjskiej głuszy. Gdy przyjdzie właściwa pora będę mógł ponownie po nie sięgnąć i udostępnić wszystkim zainteresowanym osobom.
Tyle miałem do przekazania przed rozpoczęciem zupełnie nowej historii. Nie ma co się łudzić, że będzie ona bardziej interesująca i ciekawsza wizualnie niż poprzednie. Biorąc pod uwagę wcześniejsze doświadczenia, mogę jednak już teraz stwierdzić, że doskonale wiem dokąd ona nas zaprowadzi. Zaprowadzi tam dokąd wiedzie każda historia, każdy ciąg zdarzeń i każde życie pojedynczego człowieka, czyli donikąd.
W miarę serdecznie zapraszam.
Jestem wzruszony. Drugi z dwóch czytelników przygód Kiziaka doniósł mi dzisiaj, że jedyne wolne medium znów nadaje. Z przyczyn oczywistych muszę pozostać anonimowy.
OdpowiedzUsuńTym razem to medium jest dużo wolniejsze niż poprzednio.
OdpowiedzUsuń