c z y l i _ n o c _ l e d w o _ ż y w y c h _ ż u l i

The Best Blog in the World - tribute.

 Kiedy robiłem poprzednią historię rysunkową, tak jak wspominałem w notce będącej wstępem do tego bloga, nie udało mi się zainteresować nią większej publiczności. Do dwojga stałych czytelników rzadko dołączali inni zainteresowani. Wyjątki były nieliczne tak bardzo, że pamiętam każdy przypadek. Bo były tylko dwa. Na pierwszy z nich trafiłem sprawdzając jakie wyszukiwania w google kierują ludzi do mojego niby-bloga. Okazało się, że któregoś dnia nastąpił nagły wzrost odwiedzin przy czym większość czytelników trafiła tam wklepując w wyszukiwarkę hasło "bułgarskie prostytutki". Był to tytuł wówczas aktualnego odcinka mojej historii, który powstał zupełnie przypadkowo tego samego dnia kiedy Bułgaria została członkiem Unii Europejskiej. Odcinek był zupełnie niewinny obyczajowo i jest całkowicie jasne, że ci którzy trafili na mój poprzedni blog szukając zdjęć bułgarskich prostytutek raczej nie zostali stałymi odwiedzającymi. Drugim przypadkiem, który przyczynił się do chwilowej popularności strony było odwołanie z forum fronda lub racjonalista.pl wyśmiewający użyte w tekście sformułowanie "gej homoseksualny", które rzeczywiście na pierwszy rzut mogło wydawać się głupie. Tamte doświadczenia są bardzo zbieżne z tym co dzieje się z tworzoną obecnie historią zaczynającą się w zleczewskim ośrodku zdrowia. Różnica jest tylko taka, że na obecny blog nie wchodzi nikt, co zresztą nie jest żadnym zaskoczeniem. Tym niemniej brak  konieczności robienia kolejnych ilustracji do historii dla zniecierpliwionych czytelników, których po prostu nie ma zaowocowało czymś w rodzaju kryzysu twórczego połączonego z całkowitym zwątpieniem w ogóle. 
 Aby jednak zachować pozory aktywności na tym czymś w rodzaju blogu, co blogiem nie jest na szybko powstała notka podsumowująca, typu powiedzmy "tribute". powstała z tego co było pod ręką i z byle powodu. W tym przypadku byle powodem jest coś w rodzaju przybliżenia kontekstu artystycznego pokazywanych ilustracji. Kontekstu wątłego i dla inteligentnego czytelnika nie wymagającego objaśnienia. Można przypuszczać, że przy takiej ilości czytelników nikt zbytnio inteligentny tutaj nigdy nie zajrzy, dlatego też bez skrępowania ujawnię co z tego co powstało było zżynką z prawdziwej sztuki. Myślę, że jeżeli prawdziwe są te wszystkie historie o niskim poziomie wykształcenia obecnej młodzieży to można przyjąć, że notka ta ma jakiś minimalny potencjał edukacyjny, z tym że rzeczywiście bardzo niewielki. 
 Niedawno z nudów przeglądając internety w poszukiwaniu jakiś perwersyjnych treści przez przypadek na wikipedii (nie pamiętam dlaczego akurat tam szukałem tych treści, może chciałem znaleźć definicję jakiejś dewiacji) znalazłem biografię Davida Hockneya, z której wynikało, że jest to artysta wciąż dosłownie żywy. Był to dla mnie szok, bo byłem pewny, że strzelił sobie w głowę patrząc na ocean, co jak mi się kojarzyło potem sam namalował, pozostawiając sam akt samobójstwa w subtelnym niedopowiedzeniu. Jednak człowiek podobno ciągle żyje. Trudno. Ja dawno temu skorzystałem z jego dokonań, pokazując przygotowania kadry piłkarskiej do olimpiady w Monachium:



 Zostawiłem tą ilustrację jako swoisty Easter Egg dla spostrzegawczych, co rzecz jasna nigdy nie zostało przez nikogo zauważone, mimo że Bigger Splash jest tak znanym obrazem w sztuce współczesnej jak jakaś kurde Wenus w przysłowiowym Milo. Jakiś czas potem aby zilustrować dramatyczne wydarzenia podczas samej olimpiady użyłem znanej fotografii prasowej, co okazało się dużo bardziej czytelne i oczywiste dla dwojga czytelników niż użycie obrazu z lat 60:



 Potem nie było dużo lepiej. Nikt nie zauważył, że jeden z najbardziej wyświechtanych medialnie obrazów Edwarda Hoppera pomógł ogarnąć sytuację w nielegalnym lokalu funkcjonującym w przyszłym świecie rządzonym przez komunistów:



 Wyjaśnieniem dlaczego nikt tego nie zauważył, może być to że nikt już wówczas nie wchodził na tamten blog.
 Jednak zwykle tym, z czego kradłem pomysły, aby potem je sprofanować nie były albumy ze sztuką (mam tylko jeden i to niezbyt gruby, o Hockneyu zresztą), tylko komiksy o Tytusie, Romku i A'Tomku (których mam dużo). Na przykład z Księgi III historia o spotkaniu Tytusa i mieszkającego na księżycu lunaszka:



 Robiąc historię o przychodni w Zleczewie, która miała być fajna a jak już widać nie jest, także podpieram się cudzymi pomysłami, tak jak tutaj świetnym obrazem rysownika i ilustratora Roberta Hilberta. Obrazem z tych, w których genialny twórca pozostawił w niedopowiedzeniu to co najważniejsze, jak ten Hockney co miał się niby zabić nad oceanem:



 Ostatnio zamieszczone zilustrowanie pracy patologa podczas sekcji było wulgarnym przerysowaniem obrazu Rembrandta, dodatkowo używając tego samego tytułu żeby przypadkiem komuś nie umknęła subtelna aluzja:






  No i zapomniałbym. W dawnym blogu zlikwidowanym przez reżimowe służby był specjalny dział o nazwie Zimny Bekon, poświęcony znanemu zdemoralizowanemu artyście:



 Taaak, ograniczona inwencja jest czymś niezwykle bolesnym. Żeby było konsekwentnie to tytuł tej notki też jest ściągnięty, z piosenki Tenacious D, bo mniej więcej tak jak w tej piosence blog Szarzy Na Twarzy miał być najlepszą historią na świecie, a przynajmniej w powiecie mrzawińskim. Tak się wydawało, kiedy po sporej ilości wina podczas oglądania serialu The Walking Dead zrodził się pomysł i wyglądał na najlepszy. Ale niestety nie jest to najlepszy blog, to jest tylko "tribute".



W miarę serdecznie pozdrawiam. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz